R E K L A M A




Więcej na ten temat
 

 

 

 

 

 

 

Żyjemy niestety w klimacie zimnym. Zimniej jest chyba tylko w krajach skandynawskich, na co jednoznacznie wskazują obliczenia stopniodni. I już to powinno mobilizować do zastanowienia, którędy z naszych domów ucieka ciepło. Jednak to nie wszystkie "domowe" problemy. W gorące lato - tak pożądane wcześniej ciepło - staje się utrapieniem. Jedynym rozwiązaniem jest odizolowanie się od tych niekorzystnych warunków.

Ile można płacić za ogrzewanie w domu jednorodzinnym? 2000 zł rocznie, może 3000 zł? Proste jednorazowe działanie – ocieplenie ścian da komfort obniżenia rachunków za gaz o kilkadziesiąt złotych każdego miesiąca. Za 3 sezony grzewcze zwróci ci się koszt docieplenia elewacji a rachunki z gazowni pozostaną na poziomie 1500 zł w szczycie grzewczym. Czy to możliwe? Jeżeli w Dani tak, to i w Polsce też można.



Upały męczyły świat dwa lata temu. Rekordowo gorący lipiec również w Polsce zawdzięczaliśmy globalnemu ociepleniu klimatu. Ono jest jak choroba, z którą im później zaczniemy walczyć, tym trudniej będzie ją pokonać. Ale i zimą nie jest lżej. Przecież w sezonie zimowym 2005/2006 mieliśmy rekordowe mrozy, które utrzymywało się kilka tygodni. Dla specjalistów od pogody to widomy dowód na postępujące, niekorzystne zmiany klimatyczne. Wizja z filmu The Day after.... nie wydaje się taką odległa fikcją./

Powróćmy do wspomnianych wcześniej stopniodni. To wygodna i obrazowa liczba. Stopniodni określają zapotrzebowanie na ciepło potrzebne do ogrzania domów przez cały rok do stałej temperatury wewnątrz domu (przyjmuje się, że ta temperatura to +20°C).
Jeden stopniodzień oznacza konieczność ogrzewania budynku przez 1 dzień tak, aby podnieść w nim temperaturę wewnętrzną o 1°C. Im zimniej na dworze, tym o więcej stopni trzeba podgrzać powietrze w domu, a im więcej takich zimnych dni w roku, tym większa będzie liczba stopniodni dla danego rejonu.

Dla przykładu, gdy temperatura w pokoju ma osiągać +20°C, ale na zewnątrz jest zima i średnia temperatura w ciągu dnia wynosi na przykład -15°C, wówczas 1 dzień ogrzewania – oznacza aż 35 stopniodni (+20 - (-15) = 35), a po 12 takich dniach będzie już 420 stopniodni (12 x 35 = 420).



W praktyce oznacza to, że żyjemy w zimnym klimacie a dodatkowo różne czynniki pogłębiają niekorzystne zjawiska pogodowe. Eksperci twierdzą, że powodem jest olbrzymia emisja gazów cieplarnianych, wywołujących perturbacje klimatyczne. Piekielnie gorące lato, nagłe spadki temperatury zimą, silne wiatry i częste ulewy o niespotykanym natężeniu. Tym samym zaczyna się sprawdzać jeden z mniej korzystnych dla świata scenariuszy klimatycznych opracowany przez Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu (IPCC). Pięć lat temu ten złożony z kilku setek uczonych zespół opublikował raport, który do dziś stanowi punkt odniesienia dla wszystkich badań dotyczących konsekwencji przyszłych zmian klimatu.

Naukowcy z IPCC wyszli z założenia, że emisje gazów będą zależały od takich czynników jak tempo rozwoju gospodarczego świata, postęp technologiczny czy zmiany w liczbie ludności. W XXI w. świat zacznie się szybko bogacić, lecz zarazem co najmniej połowa energii będzie wciąż pozyskiwana z tradycyjnych surowców. W rezultacie emisja węgla do atmosfery w ciągu paru dekad przekroczy 15 mld ton rocznie. Zacznie ona spadać dopiero około połowy wieku, kiedy przestawimy się na alternatywne źródła energii. Jednak do tego czasu temperatura na Ziemi podniesie się o 3-4 st.

Co to oznacza dla nas i przyrody? Konsekwencje ocieplenia klimatu mogą być rozliczne: przesuną się strefy klimatyczne, upadnie turystyka w niektórych regionach, wybrzeża i wyspy zostaną zalane przez podnoszące się morza, susze w Afryce zmniejszą plony o jedną czwartą, w błyskawicznie ocieplającej się Arktyce nastąpi katastrofa ekologiczna, kłopoty z zaopatrzeniem w wodę dotkną dwie trzecie ludzkości. Ponadto zniknie 40% gatunków roślin i zwierząt.

Ale w wymiarze gospodarstwa domowego przełoży się to większe zapotrzebowanie na energię, która będzie napędzała klimatyzatory, wiatraki. W trakcie zimy natomiast będzie wzrastało nie tylko zużycie energii elektrycznej ale i zapotrzebowanie na gaz. Wzrost popytu na nośniki energii spowoduje w konsekwencji wzrost ich cen. Kto to wytrzyma?

Co pewien czas otrzymujemy informacje, że Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo uległo roszczeniom Gazpromu i zgodziło się płacić za rosyjski gaz o 10% więcej. Jak to wpływa na nasze rachunki? Na dodatek, ukazuję się raporty, z których wynika, że światu grozi kryzys energetyczny. Na ubiegłorocznym kongresie Austriackiego Stowarzyszenia Energotechnicznego eksperci stwierdzili, że za niespełna 15 lat Europie zabraknie prądu. Według obliczeń Austriaków zapotrzebowanie na energię elektryczną rośnie znacznie szybciej niż jej produkcja i do 2020 roku deficyt energetyczny Starego Kontynentu wyniesie 300 gigawatów. By wyprodukować tyle energii elektrycznej, potrzeba około 170 standardowych elektrowni atomowych lub 250 elektrowni węglowych.

Już wiemy, globalne ocieplenie niezwykle ujemnie wpływa na naszą planetę ale i na nasze kieszenie. To co fachowo określa się mianem „podniesienia efektywności energetycznej budynków” i co ma być odgórnie zapewnione – w najbliższych latach - przez europejskie prawodawstwo i wdrażanie Dyrektywy EPBD należy zrobić jak najszybciej w każdym domu.

A z wiedzą gdzie ucieka ciepło – ocieplić ściany zewnętrzne lub ocieplić poddasze, na pewno zmienić żarówki na energooszczędnie, być może wymienić kocioł grzewczy na wysokowydajny kocioł kondensacyjny a nowe okna trójszybowe.

 



R E K L A M A


Patronat medialny serwisu i współpraca:
     
 

Patronat merytoryczny:




Współpraca: